Dr n. med. Anna Markowicz-Stanach jest ambasadorką Fillmed Laboratoires, specjalistą chorób wewnętrznych oraz członkiem Międzynarodowego Stowarzyszenia Medycyny Anti-Aging i Przeciwstarzeniowej. W 2011 roku ukończyła Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach, a w 2013 roku Medycynę Estetyczną dla lekarzy, na GWSH w Katowicach. Ambitna i pełna pozytywnej energii, dba o bezpieczeństwo i ładny wygląd pacjentek, które cenią ją za ogromną wiedzę medyczną i umiejętność wczuwania się w stan wewnętrzny drugiej osoby. Dr Markowicz-Stanach uwielbia się uczyć, dlatego nieustannie zdobywa kolejne tytuły i dyplomy. Jak sama mówi, miłością jej życia jest medycyna, ale nie ukrywa, że jest bardzo związana z rodzicami oraz mężem adwokatem, z którym poznała się jeszcze na studiach. W czasie wolnym od pracy, nasza ambasadorka lubi oglądać seriale kryminalne i prowadzi media społecznościowe swojej kliniki, a kiedy jest naprawdę mocno zestresowana, zabiera się za sprzątanie, które ją uspokaja i relaksuje.
Naszą rozmowę chciałbym zacząć od pytania o twoje pasje.
Szczerze mówiąc, nic więcej poza medycyną nie robię. To jest moja jedyna wielka pasja i miłość życia.
Czyli można powiedzieć, że jesteś lekarzem z powołania?
Zdecydowanie tak i nawet ostatnio znalazłam zeszyt z gimnazjum, w którym w odpowiedzi na pytanie, co będę robić w życiu za 10 lat, napisałam, że przyjmować pacjentów w poradni i wypisywać im recepty. W sumie nie wiem, skąd taki pomysł na drogę zawodową, bo mój tata jest inżynierem, a mama polonistką i prawdziwym człowiekiem renesansu, co nie zmienia faktu, że kiedy rodzice usłyszeli o medycynie, to bardzo się ucieszyli. Położną była moja prababcia Anna, po której nota bene otrzymałam imię.
Zajmujesz się medycyną estetyczną, ale przede wszystkim jesteś specjalistą chorób wewnętrznych?
Tak, choć przez całe życie myślałam, że będę ginekologiem. Jednak już pierwszego dnia na stażu w czasie studiów zmieniłam zdanie i wybrałam specjalizację z chorób wewnętrznych, która w porównaniu z innymi, skupia się na holistycznym podejściu do pacjenta. Dla mnie jest to najbardziej uniwersalna i jednocześnie najszersza ze wszystkich specjalizacji medycznych. Z czasem, za namową profesora, który był moim mistrzem i dostrzegł mój potencjał, dostałam się do renomowanej Kliniki Chorób Wewnętrznych, Diabetologii i Nefrologii w Zabrzu, gdzie już na drugim roku specjalizacji prowadziłam zajęcia ze studentami i z czasem obroniłam doktorat obejmujący zagadnienia internistyczne. Równolegle realizowałam swoją drugą pasję, czyli medycynę estetyczną i jakby tego było mało, pod koniec zeszłego roku, dostałam się na specjalizację z alergologii.
Lubisz się kształcić?
Nauka zawsze przychodziła mi z ogromną łatwością i otrzymywałam stypendia naukowe za wysokie oceny uzyskiwane na kolejnych egzaminach. Jestem nienasycona jeśli chodzi o kolejne specjalizacje i szkolenia, które podnoszą moją wiedzę i umiejętności medyczne. Czasami myślę, że nie wynika to z mojej wrodzonej inteligencji, tylko raczej nienasyconej ambicji, która z jednej strony popycha mnie do przodu, ale jednocześnie trochę prześladuje i męczy. Tak było w przypadku alergologii — oczywiście dostałam się na kolejne studia i choć teraz nie bardzo wiem, jak połączę naukę z dotychczasowymi obowiązkami, to na pewno sobie poradzę. Taka już jestem.
Skąd w twoim życiu medycyna estetyczna?
Jeszcze na studiach byłam zafascynowana telewizyjnym reality show z amerykańskim lekarzem medycyny estetycznej z Beverly Hills i pamiętam, że zamarzyłam, aby robić to samo, co on. W tamtych czasach w Zabrzu, temat zabiegów medycyny estetycznej, był raczej mało popularny i nikt o nich nie mówił głośno. Od samego początku byłam zdeterminowana i stopniowo, krok po kroku, rozwijałam się w tym kierunku. Do dzisiaj wspominam ogromny stres związany z zakupem pierwszego lasera, który kosztował pięć razy więcej niż mój samochód. Mam jednak to szczęście, że zawsze mogłam liczyć na pomoc rodziców, bo my na Śląsku, jesteśmy bardzo rodzinni i zawsze blisko się trzymamy. To właśnie mój tata pomógł mi stworzyć profesjonalną klinikę medycyny estetycznej na miarę XXI wieku, a z czasem do mojego zespołu dołączyła też mama, która realizuje jedną ze swoich pasji i tym razem jest to kosmetologia pielęgnacyjna. To był strzał w dziesiątkę, bo mama, już po pięćdziesiątce, obroniła dyplom z oceną bardzo dobrą i zdobyła drugi zawód, a moje pacjentki mogły zacząć korzystać z zabiegów kosmetologicznych.
Jakim lekarzem jesteś?
Na pewno należę do pokolenia lekarzy, dla których najważniejsze jest bezpieczeństwo zabiegów i całościowe podejście do pacjenta, dlatego nie powiększę ust na życzenie pacjentki, jeśli nie uznam, że tego potrzebuje i nie ma żadnych przeciwskazań medycznych. Moją specjalnością są zabiegi regeneracyjne i poprawiające kondycję skóry pacjentów w każdym wieku oraz holistyczne podejście do medycyny estetycznej. Jako lekarz muszę czasami prowadzić coś w rodzaju psychoterapii pokolenia późnego Instagramu. Wiele z tych osób nie radzi sobie na co dzień z presją idealnego wyglądu i czasami trafiają też do mnie pacjenci mający problemy z samoakceptacją i wtedy staram się tłumaczyć, że problemów natury emocjonalnej na pewno nie rozwiąże samo powiększenie ust. Myślę, że właśnie dzięki takiemu podejściu, pacjenci mają do mnie zaufanie, bo wiedzą, że nie traktuję ich wyłącznie jako źródła dochodu i nie naciągam na zabiegi, których nie potrzebują. Dzisiaj to nie sprzęt medyczny przyciąga pacjenta, bo każdy może go mieć, ale osobowość lekarza, który dba o dobry kontakt z drugim człowiekiem i dużo z nim rozmawia w czasie wizyty. Takie podejście do tego zawodu jest mi szczególnie bliskie, bo dla mnie zawsze najważniejszy jest człowiek i w kontaktach z pacjentami kieruję się zasadą „szczerość za szczerość".
Masz jakieś swoje sposoby na relaks? Jak odpoczywasz po pracy?
Na pewno najlepiej czuję się u siebie w domu, ze swoją koteczką Zdzisławą na kolanach i kubkiem dobrej herbaty. Fajnie jest, jeśli obok mnie siedzi mój mąż Adam. Wtedy możemy porozmawiać o tym, co wydarzyło się w ciągu mijającego dnia. W mojej rodzinie mama zaszczepiła wszystkim miłość do sztuki. Bardzo interesuję się sztuką współczesną i zawsze wyszukuje i podziwiam prace młodych polskich artystów. Ostatnio jestem zachwycona malarstwem Edyty Grzyb, która tworzy przepiękne, bardzo dynamiczne portrety kobiet. W mojej klinice wisi jej praca pt. „Batman Trouble" oraz „Pink Panther". Na życzenie mojej mamy na ścianach kliniki pojawiło się wiele kultowych reprodukcji przedstawiających Audrey Hepburn w „Śniadaniu u Tiffaniego”. Dziewczęca buzia Audrey stała się symbolem przewodnim piękna preferowanego w naszej klinice. Z drugiej strony mocno stąpam po ziemi i chyba tak naprawdę najbardziej relaksuje mnie robienie porządków i jak nie mogę spać, to potrafię wstać w środku nocy, wyszorować umywalkę w łazience i poukładać kosmetyki na toaletce, czyli czynności ekstremalne o drugiej nad ranem. Czasami śmieję się, że gdyby nie miłość do medycyny, to mogłabym założyć firmę sprzątającą z prawdziwego zdarzenia, która na pewno byłaby najlepsza na rynku.
ROZMAWIAŁ Tomek Kocewiak

fot. materiały prasowe
TAKE CARE
/
09.02.21
Ambasadorzy FILLMED. Poznajmy się!
TAKE CARE
/
09.02.21